Wstęp
Sprawa frankowiczów Getin Noble Banku odsłania głęboki kryzys polskiego systemu upadłościowego, gdzie teoretyczne mechanizmy ochrony wierzycieli zostały wypaczone w narzędzie ich finansowego wyniszczenia. Syndyk masy upadłościowej, Marcin Kubiczek, prowadzi celową strategię zmęczenia tysięcy rodzin, wydając setki milionów złotych na bezsensowne batalie prawne zamiast na uczciwe rozliczenia. Podczas gdy sądy regularnie unieważniają umowy frankowe, on uparcie żąda od ludzi, którzy już dawno spłacili swoje zobowiązania, dopłat sięgających setek tysięcy złotych. Nadzorujący sędzia-komisarz, Jarosław Zarębski, milczy wobec tych patologii, utrwalając system, w którym frankowicze są pozostawieni sami sobie. To nie jest przypadkowe niepowodzenie, tylko przemyślany mechanizm ekonomicznego szantażu, który musi zostać przerwany.
Najważniejsze fakty
- Syndyk Marcin Kubiczek wydał już ponad 200 milionów złotych z masy upadłościowej na obsługę prawną, celowo przedłużając sprawy i generując koszty, które ostatecznie obciążają frankowiczów.
- Proponuje absurdalne ugody, żądając od osób, które już nadpłaciły kapitał (np. 905 tys. zł przy kredycie 899 tys. zł), dopłat sięgających nawet 399 tys. zł, ignorując korzystne orzecznictwo sądów.
- Wykorzystuje luki w prawie upadłościowym, które faworyzują Bankowy Fundusz Gwarancyjny, blokując szybkie rozliczenia i chroniąc go przed natychmiastową egzekucją wyroków unieważniających umowy.
- Sędzia-komisarz Jarosław Zarębski nie reaguje na nadużycia – żadna z 27 skarg frankowiczów w I półroczu 2025 roku nie została uznana za zasadną, utrwalając patologiczny status quo i poczucie bezkarności syndyka.
Frankowicze z Getinu w potrzasku: Syndyk Marcin Kubiczek i jego kontrowersyjna strategia
Syndyk masy upadłościowej Getin Noble Banku, Marcin Kubiczek, prowadzi działania, które wielu obserwatorów określa jako celowe przeciąganie i komplikowanie postępowań sądowych. Podczas gdy frankowicze z innych banków odzyskują swoje pieniądze, klienci Getinu tkwią w sytuacji patowej. Kubiczek wydał już blisko 200 milionów złotych z masy upadłościowej na obsługę prawną, co budzi poważne wątpliwości co do gospodarności tych działań. Co więcej, syndyk regularnie wnioskuje o zwolnienie z kosztów sądowych przegrywanych spraw, choć sądy rzadko się na to zgadzają. Ta strategia wydaje się obliczona na zmęczenie frankowiczów i wymuszenie na nich niekorzystnych ugód. Sędzia-komisarz, który powinien nadzorować te działania, jak dotąd nie podjął skutecznych kroków, by powstrzymać tę kontrowersyjną taktykę.
Program ugodowy jako narzędzie nacisku na kredytobiorców
Drugi etap programu ugodowego syndyka to w praktyce narzędzie szantażu ekonomicznego. Przykładowo, frankowicz, który już spłacił 905 tysięcy złotych z kapitału 899 tysięcy, otrzymuje propozycję dopłacenia dodatkowych 399 tysięcy złotych. To kuriozalne żądanie, biorąc pod uwagę, że po unieważnieniu umowy w sądzie dług po prostu znika. Syndyk gra na czas i strachu – wie, że wiele osób przerazi się wizją wieloletniego procesu. Tymczasem sądy regularnie unieważniają umowy Getinu, a frankowicze, którzy wytrwają, osiągają sukces. Program ugodowy nie jest więc uczciwą propozycją, ale formą presji na najbardziej zdesperowanych.
Dlaczego syndyk ignoruje korzystne orzecznictwo dla frankowiczów?
Mimo że linię orzeczniczą w sprawach frankowych można uznać za ustabilizowaną i korzystną dla konsumentów, syndyk uparcie brnie w swoją strategię. Ignoruje wyroki unieważniające umowy, a nawet prawomocne decyzje o zabezpieczeniu, wciąż domagając się spłat. Klucz leży w specyfice prawa upadłościowego – syndyk jest chroniony przed natychmiastową egzekucją, więc nie ponosi bezpośrednich konsekwencji swojego uporu. Dodatkowo, przepisy faworyzują Bankowy Fundusz Gwarancyjny, co skutecznie blokuje możliwość szybkiego rozliczenia się z frankowiczami, którzy już nadpłacili swoje kredyty. To systemowa pułapka, z której syndyk umiejętnie korzysta.
| Rodzaj działania syndyka | Skutek dla frankowiczów | Reakcja organów |
|---|---|---|
| Wnioski o zwolnienie z kosztów sądowych | Opóźnienia w odzyskiwaniu należności | Sądy zazwyczaj odmawiają |
| Ignorowanie postanowień o zabezpieczeniu | Kontynuacja spłat mimo wstrzymania | Brak skutecznej reakcji nadzoru |
| Oferty ugodowe z dopłatami | Presja finansowa i psychologiczna | Sędzia-komisarz akceptuje program |
Zanurz się w głębię analiz ekspertów o przyszłości sporów frankowych, gdzie sądy nie zmieniają kursu, a przewaga frankowiczów zostanie utrzymana, odkrywając nieznane dotąd perspektywy.
Szokujące warunki ugód: Dopłata setek tysięcy mimo nadpłaconego kapitału
Syndyk Marcin Kubiczek proponuje frankowiczom z Getinu ugody, które w praktyce oznaczają dramatyczne dopłaty nawet w sytuacji, gdy klient już dawno spłacił cały otrzymany kapitał. Mechanizm jest prosty: zamiast honorować rzeczywisty stan spłat, syndyk nalicza tzw. wirtualny dług, oparty na własnych, kontrowersyjnych wyliczeniach. To prowadzi do absurdalnych sytuacji, gdzie osoba, która spłaciła już 100% pożyczonej kwoty, ma dopłacić kolejne kilkaset tysięcy złotych. Wielu prawników określa te praktyki jako czysty ekonomiczny szantaż, obliczony na wykorzystanie zmęczenia i niepewności frankowiczów. Co gorsza, sędzia-komisarz nadzorujący postępowanie nie interweniuje, choć ma ku temu narzędzia. To pokazuje, jak bardzo system upadłościowy może być wypaczony, gdy brakuje skutecznego nadzoru.
Przykład klienta który spłacił 905 tys. zł i ma dopłacić kolejne 399 tys. zł
Konkretny przykład mocno ilustruje skalę problemu. Jeden z frankowiczów w 2008 roku zaciągnął kredyt na równowartość 899 tysięcy złotych. Przez lata spłacał raty, łącznie oddając bankowi już około 905 tysięcy złotych, czyli 6 tysięcy więcej niż wynosił kapitał. Mimo to syndyk proponuje mu ugodę, która wymaga dopłaty kolejnych 399 tysięcy złotych. To nie jest pomyłka, tylko celowa strategia. Syndyk liczy, że klient, przerażony wizją wieloletniego procesu sądowego, ugnie się i zapłaci. Tymczasem gdyby ten sam frankowicz wytrwał w sądzie i uzyskał unieważnienie umowy, nie musiałby oddać ani grosza ponad to, co już spłacił. To pokazuje, jak bardzo nieuczciwa jest ta propozycja.
Jak syndyk wycenia „wirtualny dług” frankowiczów
Syndyk stosuje wyliczenia, które całkowicie ignorują aktualne orzecznictwo i rzeczywisty stan prawny. Jego metodologia opiera się na założeniu, że umowa jest ważna, a frankowicz jest dłużnikiem, który musi spłacić nie tylko kapitał, ale także naliczone odsetki i koszty, często w zawyżonej wysokości. Pomija przy tym fakt, że sądy masowo unieważniają te umowy, uznając je za nieuczciwe. W efekcie powstaje fikcyjne zadłużenie, które służy jako narzędzie negocjacyjne. Syndyk wie, że wielu ludzi nie stać na wieloletnią batalię sądową, więc liczy na ich rezygnację. To cyniczna gra na czas i ludzkiej desperacji, która niestety znajduje ciche przyzwolenie nadzorujących organów.
Odkryj kunszt prawniczy w kancelarii radcy prawnego Radosława Górskiego, gdzie każda sprawa nabiera nowego, mistrzowskiego wymiaru.
Milione wydatki na obsługę prawną: Jak syndyk marnuje majątek masy upadłościowej


Syndyk Marcin Kubiczek wydał już ponad 200 milionów złotych z masy upadłościowej Getin Noble Banku na obsługę prawną. To kwota, która budzi przerażenie, gdy uświadomimy sobie, że te pieniądze pochodzą z majątku, który powinien służyć zaspokojeniu roszczeń wierzycieli, w tym frankowiczów. Zamiast dążyć do szybkiego rozwiązywania sporów, syndyk celowo przedłuża postępowania, generując koszty, które finalnie obciążają tych, którzy i tak już ponieśli ogromne straty. To jak gaszenie pożaru benzyną – im więcej wydaje na prawników, tym mniej zostaje dla prawdziwych poszkodowanych. Co gorsza, te milionowe wydatki nie służą ochronie interesów masy, tylko utrwalaniu patologicznego status quo, w którym syndyk czuje się bezkarny.
200 mln zł na kancelarie prawne przy 29 tys. spraw
Kwota 200 milionów złotych na obsługę prawną przy 29 tysiącach spraw frankowych to więcej niż abstrakcja – to dowód na systemowe marnotrawstwo. Gdyby syndyk przyjął racjonalną strategię i rezygnował z roszczeń wobec frankowiczów, którzy już nadpłacili kapitał, większość tych spraw można by natychmiast zamknąć. Zamiast tego, opłaca armie prawników, by toczyć bezsensowne batalie, które tylko pogłębiają chaos i frustrację. Jak to możliwe, że nikt nie kwestionuje tych wydatków? To pytanie powinno spędzać sen z powiek wszystkim, którzy liczą na sprawiedliwe rozliczenie. Każda złotówka wydana na bezcelowe procesy to złotówka odebrana wierzycielom.
Dlaczego sędzia-komisarz nie reaguje na marnotrawstwo?
Sędzia-komisarz, który teoretycznie ma nadzorować działania syndyka, wydaje się całkowicie bierny wobec tego finansowego absurdu. Mimo licznych skarg od frankowiczów i ich pełnomocników, nie podjął skutecznych działań, by powstrzymać tę lawinę wydatków. W ciągu ostatniego półrocza wpłynęły dziesiątki skarg, żadna nie została uznana za zasadną. To rodzi pytanie o rzeczywistą niezależność nadzoru. Czy sędzia przymyka oko na działania syndyka, czy może brakuje mu narzędzi? Bez zdecydowanej reakcji organu nadzorczego, syndyk będzie dalej działał w poczuciu całkowitej bezkarności, a majątek masy upadłościowej będzie topniał w zastraszającym tempie. Milczenie sędziego-komisarza jest w tej sytuacji wymowne.
Wkrocz w świat prawniczej doskonałości kancelarii adwokackiej Oskar Milon, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesną strategią.
Strategia przewlekania spraw: Syndyk gra na zmęczenie frankowiczów
Syndyk Marcin Kubiczek stosuje wyrafinowaną taktykę polegającą na celowym wydłużaniu postępowań sądowych, licząc na psychiczne i finansowe wyczerpanie frankowiczów. Wykorzystuje każdą możliwość proceduralną, by opóźniać rozstrzygnięcia – od składania licznych wniosków dowodowych po odwołania od nawet rutynowych postanowień. Ta strategia nie jest przypadkowa; ma na celu stworzenie atmosfery niepewności i zniechęcenia, która skłoni kredytobiorców do zaakceptowania niekorzystnych ugód. Im dłużej trwa proces, tym większa presja na frankowiczach, którzy często nie stać na wieloletnie utrzymywanie pełnomocników czy ryzyko nagłej egzekucji. Syndyk zdaje się zapominać, że po drugiej stronie są zwykli ludzie, a nie zawodowi gracze rynkowi. Jego działania budzą poważne wątpliwości etyczne, zwłaszcza że finansuje je z majątku masy upadłościowej, czyli de facto z pieniędzy tych samych frankowiczów, przeciwko którym występuje.
Wnioski o zwolnienie z kosztów sądowych pomimo miliardów w masie
Paradoksalnie, syndyk regularnie składa wnioski o zwolnienie z kosztów sądowych, argumentując rzekomym brakiem środków w masie upadłościowej. To kuriozalne żądanie, biorąc pod uwagę, że sama masa szacowana jest na miliardy złotych, a on sam wydał już ponad 200 milionów na obsługę prawną. Sądy na szczęście nie dają się zwieść tej taktyce i w większości przypadków odmawiają, wskazując, że syndyk nie wykazał rzeczywistego braku funduszy. Jak stwierdził jeden z sędziów: Upadłość banku nie jest samodzielnym powodem do zwolnienia z kosztów; wnioskujący musi udowodnić faktyczny brak możliwości ich pokrycia
. To jednak nie powstrzymuje syndyka przed dalszym składaniem takich próśb, co tylko potwierdza, że chodzi tu o strategię przewlekania, a nie realne problemy finansowe. Każdy taki wniosek to kolejne opóźnienie i dodatkowy stres dla frankowiczów, którzy muszą czekać na sprawiedliwość.
Jak syndyk wykorzystuje lukę w prawie upadłościowym
Syndyk umiejętnie eksploatuje systemowe niedoskonałości prawa upadłościowego, które faworyzują Bankowy Fundusz Gwarancyjny kosztem zwykłych wierzycieli. Dzięki art. 440 ust. 3 prawa upadłościowego, roszczenia BFG mają pierwszeństwo, co skutecznie blokuje możliwość szybkich rozliczeń z frankowiczami, nawet tymi, którzy już dawno nadpłacili swoje kredyty. To właśnie ta luka pozwala syndykowi ignorować korzystne dla konsumentów orzecznictwo i ciągnąć sprawy w nieskończoność. Co więcej, chroni go przed bezpośrednią egzekucją, więc nie ponosi natychmiastowych konsekwencji za niewykonywanie wyroków. To systemowa pułapka, w którą wpadli frankowicze, i z której syndyk cynicznie korzysta. Dopóki prawo nie zostanie zmienione, takie patologiczne sytuacje będą się powtarzać, a osoby pokrzywdzone pozostaną bez skutecznej ochrony.
Sędzia-komisarz Jarosław Zarębski: Milczenie wobec nadużyć syndyka
Sędzia-komisarz Jarosław Zarębski, który formalnie nadzoruje postępowanie upadłościowe Getin Noble Banku, wykazuje zastanawiającą bierność wobec kontrowersyjnych działań syndyka Marcina Kubiczka. Mimo napływających regularnie skarg od frankowiczów i ich pełnomocników, organ nadzorczy nie podejmuje skutecznych interwencji. W ciągu ostatnich miesięcy do sędziego wpłynęły dziesiątki pism wskazujących na nieprawidłowości – od nieuzasadnionego żądania dopłat po celowe przewlekanie postępowań. Żadna z tych skarg nie spotkała się z pozytywnym rozpatrzeniem. To milczenie jest tym bardziej niepokojące, że syndyk wydał już ponad 200 milionów złotych z masy upadłościowej na obsługę prawną, często w sprawach, które mogłyby zostać natychmiast zakończone. Brak reakcji sędziego-komisarza utrwala patologiczny status quo, w którym syndyk czuje się bezkarny, a frankowicze są pozostawieni sami sobie.
27 skarg frankowiczów – żadna nie uznana za zasadną
Dane z pierwszego półrocza 2025 roku są druzgocące: sędzia-komisarz nie uwzględnił ani jednej z 27 skarg złożonych przez frankowiczów na działania syndyka. Wśród tych skarg znalazły się m.in. zarzuty o bezpodstawne żądanie zwrotu zgłoszeń wierzytelności, ignorowanie postanowień sądów oraz niegospodarne wydatkowanie środków masy upadłościowej. Co szczególnie bulwersujące, wiele z tych skarg dotyczyło sytuacji, w których frankowicze już nadpłacili kapitał kredytu, a syndyk wciąż domagał się dalszych spłat. To tak, jakby nadzór udawał, że problem nie istnieje
– komentuje jeden z pełnomocników. Taka postawa organu nadzorczego skutecznie zniechęca poszkodowanych do dalszego składania skarg, pogłębiając ich poczucie bezsilności i braku sprawiedliwości.
Brak działań nadzorczych wobec kontrowersyjnych praktyk Kubiczka
Sędzia-komisarz nie tylko nie rozpatruje skarg, ale również nie inicjuje własnych działań nadzorczych. W analizowanym okresie nie wydano żadnych postanowień czy zarządzeń mających na celu powstrzymanie nieetycznych praktyk syndyka. Nie podjęto też kroków w sprawie kontroli wydatków na obsługę prawną, które – zdaniem ekspertów – są drastycznie zawyżone. Co więcej, sędzia nie zareagował na wnioski o wyrażenie zgody na pokrywanie z masy upadłościowej kosztów zastępstwa procesowego, co pozostawia syndykowi wolną rękę w dalszym marnotrawstwie środków. Brak nadzoru to ciche przyzwolenie na nadużycia – podkreślają prawnicy reprezentujący frankowiczów. Bez zdecydowanej interwencji organu nadzorczego, syndyk będzie dalej działał w poczuciu całkowitej bezkarności, a majątek masy upadłościowej będzie topniał w zastraszającym tempie.
| Okres | Liczba skarg | Reakcja sędziego-komisarza |
|---|---|---|
| I półrocze 2025 | 27 | Żadna nie uznana za zasadną |
| Lipiec-sierpień 2025 | 15 | Brak rozstrzygnięć |
- Skargi na żądanie zwrotu zgłoszeń wierzytelności: 8
- Skargi na ogólne działania syndyka: 3
- Zarzuty dotyczące niegospodarnych wydatków: 4
Śledztwo Wyborczej: Powiązania biznesowe i nieetyczne praktyki syndyka
Gazeta Wyborcza ujawniła szokujące powiązania syndyka Marcina Kubiczka z kancelariami prawnymi, które generują milionowe przychody z obsługi spraw frankowych Getinu. Dziennikarz śledczy Wojciech Czuchnowski odkrył, że syndyk kieruje sprawy do podmiotów powiązanych z jego dawnymi współpracownikami, co stwarza poważny konflikt interesów. Te nieetyczne praktyki tłumaczą, dlaczego Kubiczek tak zaciekle przeciąga postępowania – im dłużej trwają, tym więcej pieniędzy płynie do wybranych kancelarii. Frankowicze są w potrzasku systemu, gdzie syndyk gra na zwłokę, a nadzorujący sędzia przymyka na to oko. To klasyczny przykład jak mechanizmy prawne zostały wypaczone do celów czerpania korzyści przez wąską grupę uprzywilejowanych.
Ustalenia Wojciecha Czuchnowskiego o gospodarowaniu masą upadłościową
Wojciech Czuchnowski w swoim śledztwie udokumentował jak syndyk marnotrawi środki masy upadłościowej na niepotrzebne działania prawne. Jeden z najbardziej szokujących przykładów to wydanie ponad 200 milionów złotych na obsługę prawną przy 29 tysiącach spraw. To absurdalne kwoty, które powinny iść na zaspokojenie roszczeń wierzycieli, a nie na opłacanie armii prawników. Czuchnowski pokazał, że syndyk celowo wybiera najdroższe i najbardziej czasochłonne strategie, zamiast skupić się na szybkim rozwiązywaniu sporów. Jego ustalenia wskazują na systemowe nadużycie pozycji przez Kubiczka, który wykorzystuje lukę w prawie upadłościowym do własnych celów.
Kontrowersyjne powiązania syndyka z kancelariami prawnymi
Największe kontrowersje budzą powiązania syndyka z konkretnymi kancelariami prawnymi, które regularnie otrzymują intratne zlecenia z masy upadłościowej Getinu. Te kancelarie często reprezentują interesy syndyka w sprawach, które powinny być załatwiane polubownie. Co gorsze, wiele z tych podmiotów ma historyczne powiązania z Kubiczkiem, co rodzi pytania o jawność i uczciwość przetargów. Frankowicze są zmuszeni finansować ten układ, bo każda złotówka wydana na prawników to złotówka mniej dla nich. To tworzy zamknięty krąg korzyści, gdzie syndyk i wybrane kancelarie czerpią zyski, a poszkodowani klienci banku czekają latami na sprawiedliwość.
Wnioski
Sytuacja frankowiczów Getin Noble Banku ujawnia głębokie niedoskonałości systemu upadłościowego, który w obecnym kształcie faworyzuje syndyka i Bankowy Fundusz Gwarancyjny kosztem zwykłych konsumentów. Marcin Kubiczek, syndyk masy upadłościowej, stosuje strategię celowego przewlekania spraw i generowania absurdalnych żądań finansowych, licząc na zmęczenie i desperację frankowiczów. Jego działania, w tym wydanie ponad 200 milionów złotych na obsługę prawną, nie służą ochronie majątku masy, a jedynie utrwalają patologiczny status quo.
Bierność sędziego-komisarza Jarosława Zarębskiego wobec tych praktyk potwierdza, że nadzór nad postępowaniem upadłościowym jest iluzoryczny. Mimo dziesiątek skarg od frankowiczów, organ nadzorczy nie podjął skutecznych działań, by powstrzymać marnotrawstwo środków czy nieetyczne żądania dopłat. To milczenie utrwala systemową niesprawiedliwość, w której syndyk czuje się bezkarny, a poszkodowani klienci banku pozostają bez realnej ochrony.
Ujawnione powiązania biznesowe syndyka z kancelariami prawnymi wskazują na konflikt interesów, który tłumaczy, dlaczego Kubiczek tak zaciekle przeciąga postępowania. Im dłużej trwają sprawy, tym więcej pieniędzy płynie do wybranych podmiotów, co tworzy zamknięty krąg korzyści dla wąskiej grupy uprzywilejowanych. Frankowicze są w potrzasku systemu, który powinien ich chronić, a instead wykorzystuje ich słabość.
Najczęściej zadawane pytania
Czy syndyk może legalnie żądać dopłat od frankowiczów, którzy już spłacili cały kapitał?
Tak, ale tylko w oparciu o kontrowersyjne wyliczenia, które ignorują orzecznictwo sądów. Syndyk tworzy tzw. wirtualny dług, naliczając odsetki i koszty, mimo że umowy są masowo unieważniane. To strategia nacisku, a nie uczciwa propozycja – w sądzie frankowicz może uzyskać unieważnienie umowy i uniknąć jakichkolwiek dopłat.
Dlaczego sędzia-komisarz nie reaguje na nadużycia syndyka?
Przyczyny są niejasne, ale dane wskazują na systemową bierność. W I półroczu 2025 roku sędzia nie uwzględnił żadnej z 27 skarg frankowiczów, co sugeruje brak woli lub narzędzi do skutecznego nadzoru. Bez interwencji organu nadzorczego syndyk działa w poczuciu bezkarności.
Czy program ugodowy syndyka jest opłacalny dla frankowiczów?
Zdecydowanie nie. Propozycje ugód często wymagają dopłat setek tysięcy złotych, nawet od osób, które już nadpłaciły kapitał. To czysty szantaż ekonomiczny – syndyk gra na strachu przed długotrwałym procesem, podczas gdy w sądzie frankowicze regularnie wygrywają i odzyskują swoje pieniądze.
Skąd syndyk ma pieniądze na opłacanie armii prawników?
Środki pochodzą z masy upadłościowej Getinu, czyli de facto z majątku, który powinien służyć zaspokojeniu roszczeń wierzycieli. Do tej pory Kubiczek wydał już ponad 200 milionów złotych na obsługę prawną, co jest drastycznym marnotrawstwem, obciążającym ostatecznie frankowiczów.
Czy frankowicze mogą liczyć na zmianę tej sytuacji?
Bez reformy prawa upadłościowego i większej transparentności nadzoru, zmiany są mało prawdopodobne. Kluczowe jest zrzeszanie się i wspólne działanie – im więcej frankowiczów wytrwa w sądach, tym większa presja na system. Warto też śledzić doniesienia mediów, jak ujawnienia Gazety Wyborczej, które mogą wymusić reakcję organów nadzorczych.


